Wywiad z Angeliką Ślusarczyk: „Jeśli będziecie robić to, co mówi Wam serce i umysł, będziecie na tej dobrej drodze.”

Zatrute serca to najnowsza powieść Angeliki Ślusarczyk – młodej autorki, którą możecie znać z jej debiutanckiej powieści Naucz się beze mnie żyć, kilku opowiadań wydanych w antologii, a także z bloga Tylko magia słowa. Z okazji rozpoczynającego się Tygodnia z Zatrutymi sercami, mam przyjemność przybliżyć wam postać Angeliki. Jak radzi sobie z brakiem weny, czy potrafi pogodzić pisanie książek z tworzeniem bloga oraz jak wyglądała jej współpraca z Adrianną Rak – o tym, a także o kilku innych rzeczach przeczytacie w poniższym wywiadzie!

Patrycja (Ja): Jesteś początkującą pisarką, z której twórczością swoją przygodę zapewne wiele osób dopiero rozpocznie, dlatego na sam początek zdradź nam coś o Angelice Ślusarczyk; coś, co o niej i o jej twórczości chciałabyś żeby wiedział zarówno wierny fan, jak i ktoś nie mający wcześniej styczności z żadną z publikacji.

Angelika Ślusarczyk: Chciałabym, żeby kojarzono mnie jako osobę, która jest szczera. Która nie koloryzuje niczego, ani tym bardziej swoich książek. Jestem szczera, zawsze mówię to, co myślę, tak samo pisząc powieści chcę, by były one prawdziwe, życiowe, by miały jakiś przekaz, wartości… Twardo stąpająca po ziemi, jednak doświadczona przez życie, potrafiąca rozróżnić dobro od zła. Blogerka, która kocha książki i je zbiera.

P: Czy wydanie pierwszej książki w jakiś sposób wpłynęło na Twoje życie codzienne?

AŚ: Jakoś szczególnie nie zmieniło mojego życia. Stałam się nieco szczęśliwsza, bo jednak to pewne osiągnięcie. Zostawiam za sobą jakiś ślad, który ktoś na przestrzeni lat będzie czytać. I mam nadzieję, że uzna za naprawdę dobre i warte poświęcenia czasu. Nie jestem osobą, która szczyci się osiągnięciami. Jestem osobą skromną, która wciąż się peszy i wstydzi pewnych rzeczy. Na przykład, nadal nie przyzwyczaiłam się do tego, gdy ktoś obcy pyta mnie o powieść. Zamieniam się w buraka ćwikłowego… Żyję sobie skromnie, nie przechwalając się i to mi wystarczy. Chociaż niezmiernie mocno cieszy mnie fakt, że ktoś czyta to, co stworzę, że mu się podoba… To dla mnie wielkie wyróżnienie. I choć nie wiem, czy kiedykolwiek osiągnę popularność, a raczej moje książki jak inni znani pisarze, wystarczy mi to, że ktoś jest na tej planecie i to docenia. Nawet garstka ludzi.

P: Na pewno przychodzą dni, gdy nie masz na nic siły, opuszcza cię wena twórcza i zastanawiasz się, czy pisanie ma sens. Co wtedy robisz?

AŚ: Oj, nawet nie wiesz, jak często są takie chwile… Zawsze, w każdej minucie mojego życia znajdzie się ktoś, kto podkłada mi kłody pod nogi. Często otrzepuje się i wstaje. Walcze i dzielnie idę przed siebie. I nie tylko na podłoży pisania czy prowadzenia bloga, ale i na prywatnym gruncie… Już do wielu rzeczy przywykłam i staram się jakoś żyć dalej. Jednak są takie chwile, kiedy mam ochotę schować się pod kołdrę i zniknąć. Najgorzej jest, gdy ktoś przyrównuje mnie do innych – szczerze tego nie znoszę. Każdy pracuje na swój wizerunek i nigdy nie powinien być do nikogo przyrównywany pod jakimkolwiek tematem. Gdy mam takie „złe” chwile, zakładam słuchawki na uszy i odpływam w świat piosenek. Dzięki temu łapię inspiracje na kolejne historie. Jeśli nie jest tak bardzo źle i jestem w stanie się skupić, sięgam po książkę. I czytam.

P: Jesteś autorką bloga Tylko magia słowa. Czy połączenie obowiązków autorki z obowiązkami blogerki jest ciężkie? Czy przychodziły chwile gdy musiałaś wybrać – pisanie książki czy tworzenie bloga – a wybór ten odbił się negatywnie na drugiej z tych pasji?

AŚ: Im jestem starsza, tym jest mi ciężej. Gdy chodziłam do szkoły średniej, miałam mnóstwo wolnego czasu – czytałam więc na potęgę. Teraz, kiedy pracuję, czytam książki i je recenzuje, w dodatku piszę… Tego czasu jest zdecydowanie za MAŁO. Chciałabym mieć go więcej, ale mam jeszcze życie prywatne, które również pochłania sporo czasu… Miałam chwile wypalenia, kiedy nie mogłam patrzeć na książki… jednak dzięki pandemii korona wirusa nadrobiłam zaległości, a i chęci do czytania wróciły. Co dopisania – czasami w pracy żałuję, że nie mam jak napisać rozdziału, bo nachodzi mnie wena i jest klapa, bo pisać na kartce to nie to samo, ani tym bardziej w telefonie. A gdy wracam zmęczona, to po prostu marzę o posiłku, kąpieli i łóżku. Dlatego nie piszę książek na czas, tylko dojrzewają one powoli w mojej głowie i komputerze…

P: A teraz pytanie do Ciebie jako do czytelniczki i blogerki – jaka książka ukształtowała cię i sprawiła, że zakochałaś się w literaturze?

AŚ: Nie ma jednej książki. I ogólnie książki. Moja miłość do czytania narodziła się w szkole podstawowej, kiedy to zaczęłam pochłaniać coraz większe ilości książek. Miał na to wpływ mój tata, z którego zawsze chcę brać przykład, ale i wychowawczyni ze szkoły podstawowej, pani Basia, która od czwartej klasy nieśmiało podawała tytuły książek, które mogę przeczytać.

P: Wiola i Klara są bohaterkami, które świadczą usługi kosmetyczne, co jest jedną z rzeczy, które łączą Ciebie i Twoje bohaterki. Czy jest coś jeszcze wspólnego dla Ciebie i wykreowanych przez Ciebie postaci?

AŚ: Tak, oprócz wspólnej pasji łączy nas muzyka. W moim życiu muzyka jest nieodłącznym elementem, a w życiu moich bohaterów również jest podobnie. J

P: W jednym z wywiadów przeczytałam, że do napisania Naucz się beze mnie żyć natchnął cię m.in. sen. Czy któraś z innych powieści także powstała pod wpływem snu?

AŚ: Jeszcze żadna inna taka nie powstała, ale jedna się już pisze. Miałam krótki sen, niemal migawkę. Ujrzałam dwojga obcych ludzi i poczułam milion różnych emocji. Od miłości po rozpacz. I tak mnie natchnęło, to stworzenia nowej powieści…

P: Zbliża się premiera książki napisanej przez Ciebie w duecie z Adrianą Rak – The Postman. Miłosna przesyłka. Jak wyglądała wasza współpraca podczas tworzenia tej powieści? 

AŚ: Z Adrianą znamy się już trochę czasu. Nie mogłyśmy pokusić się o duet z kimś innym. Pewnego dnia zdecydowałyśmy, otworzyłyśmy plik i po prostu zaczęłyśmy pisać. I tak powstał w kilka miesięcy, starannie dopracowany Listonosz. J  Chwilami było ciężko, szczególnie z mojej strony. Brak czasu na pisanie, brak warunków… Nie czarujmy się, życie prywatne, praca, dom, pochłania ogrom czasu. Ale dałyśmy radę i prawdopodobnie późną jesienią przeczytanie historię Maćka i Danki

P: Czas na Zatrute serca. Historia Klary jest historią niezwykle emocjonalną. Czy w powieści znajdziemy jakiś fragment szczególnie dla ciebie ważny, który podczas pisania wywoływał w tobie ogromne emocje?

AŚ: Najgorszą sceną była ta ostatnia, praktycznie pod koniec książki, gdzie jest Klara i Łukasz. Sama płakałam, było mi ciężko, ale dałam z siebie wtedy 200%, żebyście Wy, Czytelnicy też mogli to poczuć.

P: Jeśli chodzi o sam tytuł – dlaczego akurat Zatrute serca?

AŚ: „Zatrute serca” tak podpowiedziało mi moje własne serce, że taki ma mieć tytuł moja druga książka. Każdy z nas, ludzi, jest na swój sposób zatruty. Chciałam w różnorodny sposób to ukazać na moich bohaterach i stąd ten tytuł. Staram się, żeby moje książki były życiowe, więc nie mogę pisać o czymś, co nie ma miejsca w XXI wieku.
Pamiętajcie, by ZAWSZE być SOBĄ. Nigdy kimś pod czyjeś dyktando. Wtedy nie będziecie szczęśliwi. Jednak jeśli będziecie robić to, co mówi Wam serce i umysł, będziecie na tej dobrej drodze.

Dziękuję z całego serca Angelice za poświęcony czas i pasjonujące odpowiedzi! Was zaś zapraszam już jutro na drugi dzień TYGODNIA Z ZATRUTYMI SERCAMI!

Jedna myśl na temat “Wywiad z Angeliką Ślusarczyk: „Jeśli będziecie robić to, co mówi Wam serce i umysł, będziecie na tej dobrej drodze.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.