Rubin to początek lecz i zakończenie czyli Czerwień Rubinu – Kerstin Gier

Pierwsza część trylogii czasu była niesamowita. Książka jest bardzo oryginalna i stanowi wspaniałe oderwanie od współczesnej literatury, tak obfitej w wilkołaki i wampiry.

„Okej. To ja sobie teraz zemdleję.”

Gwandoly wydaje się z pozoru normalną nastolatką, mającą wspaniałą przyjaciółkę i umiejącą wyrecytować pamięci obsadę jej ulubionych filmów, jednak jej cała rodzina skrywa wielką tajemnicę. Od pokoleń u wybranych kobiet z rodu Montrose pojawia się tajemniczy gen, który umożliwia podróże w przeszłość. Gdy się okazuje, że to nie kuzynka Gwen – Charlotta, tylko ona sama odziedziczyła czynnik „x”, życie dziewczyny wywraca się do góry nogami. Dwunasta z kręgu musi sobie poradzić z misją jaką jej oraz jej nowemu partnerowi Gideonowi powierzono, jednak nie jest to proste gdy nie wiesz komu możesz zaufać i czy na prawdę stoisz po właściwej stronie.

„Co było gorsze? Zwariować czy naprawdę podróżować w czasie? Chyba to drugie, pomyślałam. Na to pierwsze pewnie można brać jakieś tabletki.”

Kerstin Gier miała wspaniały pomysł na historię młodej podróżniczki w czasie, tajemniczego rubinu, która zamyka krąg dwanaściorga. Akcja książki mnie na prawdę wciągnęła i zanim się obejrzałam doszłam do niezwykłego słowa (i nie do końca przeze mnie lubianego) jakim jest „Epilog”. Cała akcja jest bardzo zagmatwana, a jednak całkowicie zrozumiała. Wątek miłosny jest łagodnym dopełnieniem historii i nie „kłóci się” z wątkiem przygodowym o bycie na pierwszym planie. W okół całego stowarzyszenia, które bardzo kojarzy mi się z sektą, jest roztoczona tajemnicza aura, która także dodaje magii dla całej książki. Jeżeli autorka wyłożyłaby kawę na ławę i wszystkie sekrety wyjawiła dla trzymanej w nieświadomości przez szesnaście lat Gwen, a tym samym dla czytelnika to myślę, że książka byłaby na pewno gorsza od swojej obecnej postaci ( myślę, że mnie zrozumieliście, ale strasznie to jakoś zagmatwałam 🙂 )
Jeżeli chodzi o okładkę książki, to moim mam ją na tapecie w telefonie. Moim zdaniem jest przecudna <3 i bardzo pasuje do treści zawartych w niej.

” – On naprawdę umie czytać w myślach? /wyszeptałam/  – Lokaj? Mam nadzieję, że nie. Właśnie sobie pomyślałem, ze przypomina łasicę.”

Postacie są cudownie wykreowane. Każda z nich ma odmienny, ale i bardzo wyrazisty charakter. Wielką sympatią zapałałam do Gwen oraz ciotki Maddy  Główna bohaterka jest miłą i wręcz nieśmiałą osóbką, która także potrafi się zbuntować lub zripostować, gdy tego od niej wymaga sytuacja. Jest też bardzo odważna i potrafi szybko pozbierać się, usuwając z siebie ból. Postać jest po prostu tak człowiecza i żywa, na ile może być coś nieistniejącego, wymyślonego, powstałego w zakątkach wyobraźni autorki. Uwielbiam także Gideona, który może jest chwilami nieprzyjemny, że tak to ujmę oraz arogancki, ale jakoś głęboko zapadł mi w serce i myślę, że zostanie w nim długo <3

Czerwień Rubinu pochłonęłam bardzo szybko, książka jest pisana prostym językiem, zrozumiałym. Myślę, że może po nią sięgnąć młodzież, jak i mole książkowe w starszym wieku, kobiety, jak i mężczyźni. Nie widzę tam takich ograniczeń, które by zadowoliły tylko np. nastolatków, o co to, to nie. Pani Gier już o to zadbała 🙂 Do tego te zakończenie jakby w środku akcji, które doskonale pasuje do całości…

„Raptem w moim żołądku zatańczyły motyle. Dziwnie było przypatrywać się sobie samej, jak całuję się z chłopakiem.”

Polecam z całego serca i  nie mogę się doczekać zaczęcia kolejnej części, która już stoi na mojej półeczce.

Autor: Kerstin Gier
Tytuł oryginalny: Rubinrot
Tytuł polski: Czerwień rubinu
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 23 maja 2011
Moja ocena: 9/10

6 myśli na temat “Rubin to początek lecz i zakończenie czyli Czerwień Rubinu – Kerstin Gier

  • 29 grudnia 2014 o 19:03
    Permalink

    Bardzo fajnie i ciekawie napisana recenzja. Aż szkoda, że przez nawał obowiązków mam mniej czasu na czytanie, a przez to moja kolejka do przeczytania mirzy chyba kilometry.
    Chociaż trochę zniechęca mnie wątek o podróżach w czasie. Ale tylko troszkę. Po prostu jakoś mi ten temat nie podchodzi.
    Popieram twoją opinię dotyczącą współczesnej literatury młodzieżowej nic tylko wampiry, wilkołaki, anioły, demony i inne kreatury, które kiedyś były postaciami z horrorów, a dziś istna komedia 😉
    Pozdro.
    http://dziennikidestiny.blogspot.com/

    Odpowiedz
  • 29 listopada 2015 o 20:47
    Permalink

    Bardzo ciekawa pozycja 🙂 Przeczytałam ją a dwa dni tak mnie wciągneła. Podróże w czasie, tajemnice które się namnażają z każdą stroną rodzą nowe pytania. Bardzo mi się podobała 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.